parasole blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2006

[na chwilowej przepustce internetowej]

Sama już nie wiem…
Wrócił, jest blisko i mimo tego, że w tym momencie nim pogardzam to kiedy go zobaczyłam z daleka poczułam dziwną sensację w żołądku.
Nie, to nie były motylki, nie wiem co.

Wiem o nim więcej niż by tego sobie życzył, wiem o nim więcej niż mi powiedział i nie mogę nie uśmiechać się ironicznie i prychać gdy o nim myślę.
Cóż, dorosły facet a zachowuje się niepoważnie, tak jak niepowinien.
Gdzież jest ta jego jegość, gdzie on jest? Zachowuje się niezgodnie z obrazem siebie jaki buduje, sam ze sobą niezgodny…
Ale kto jest zgodny z samym sobą?
Czasem aż ubolewam, że nie możemy choć ze sobą żyć w zgodzie, a może właśnie przede wszystkim
że nie można powiedzieć prawdy nie żałując jej później, nie mogąc z nią żyć tak jak wcześniej, nie mogąc spojrzeć w twarz sobie i drugiemu człowiekowi…

Realizuję się w tańcu, tańczę i to mnie wyzwala, odstresowuje.
Zawsze tak było ale ostatnio jeszcze bardziej – nie myślę, nie zastanawiam się, uwalniam od doczesności, paskudnej codzienności jest tylko ruch.
I to jest piękne.

jestem tępa, leniwa i niezdatna do życia.
martwić się powinnam nie o studia i maturę ale o to żeby skończyć liceum.
tyrady z takim finałem nasłuchałam się wczoraj.
w związku z czym areszt na komputer do końca roku szkolnego.
wiadomo, że czasem wedrę się potajemnie – jak choćby dzisiaj.

a co jeszcze u mnie?
mam dość absolutnie wszystkiego

Kiedy byłam pierwszy raz, wstrzymywałam wzbierające łzy. Ale wiedziałam, że nie wolno mi płakać, że muszę być silna.

Byłam też dzisiaj. Bardzo boli pękające serce – kiedy parzyłam jak mu ciężko, jaki jest słaby. Wróci do „zdrowia” ale boję się, że straci nadzieję kiedy się dowie.
A ja zatrzymuję łzy, które nie dały się ukrywać przez 3 długie i pełne smutku dni. Kolejne trzy, już prawie bez-łzawe.
Ale kiedy myślę, że czas jest określony czuję w gardle tak zwany gul.

I nie mam siły na nic ani ochoty.
Odechciewa mi się życia, jeśli mam żyć bez
Znowu mokre oczy. Kilka oddechów, czas żeby się pogodzić, ale ja nie umiem się zgodzić. Nie na to.

jak by mi nie wystarczyło problemów i nawałnicy

jest kilka rzeczy, które powodują, że gotuje się we mnie – na czele stoi chamstwo i tchórzostwo, czego niestety jest coraz więcej
ludzie czują się anonimowi a to niektórym przyprawia jaja, których brak w prawdziwym życiu – wybaczcie dosadność

obrażać, obrażanie, obraza – na to nas stać, bo na kimś frustracje wyładować musimy, bo nasze własne życie nie dostarcza nam emocji, bo jesteśmy tchórzami emocjonalnymi i nie przyznajemy się przed sobą do słabości, bo nie umiemy akceptować siebie, przez co nie akceptujemy innych – drzazga w cudzym a belka w naszym oku

i hajda! burzmy i plujmy! wygłaszajmy opinie przenosząc na innych swoje wady, znęcajmy się na innych za własne upokorzenia, dalej – to robimy najlepiej
ot nasza ułomna ludzka natura – instynkty gdzieś od małp z drzewa, homo sapiens sapiens, który nie potrafi formułować myśli żeby miały coś z tego sapiens, jest tylko umysłowa wioska, wysypywanie zboża na tory i oflagowanie się, ja jestem tą krową co bruździ, ja jestem tą zawalidrogą, skoro ja mam źle to inni muszą mieć jeszcze gorzej, żebym ja się poczuł dobrze, żeby sobie ulżyć – pry-mi-ty-wizm, tu jesteśmy w łańcuchu, tym ogniwem, gdzieś między latającą rybą a ośmiornicą, albo lepiej stułbią morską lub koralowcem
meduzy – oto i nadzieja tego kraju!

od środy wieczorami płaczę, w dzień to schodzi na drugi plan, jeśli to w ogóle możliwe
świat się kończy, nie ma życia, nie wyobrażam sobie…
to zbyt szybko, to nie jest jeszcze czas.

wystarczyło tylko kilka słów żeby świat zawalił mi się, legł w gruzach, spadł na moją głowę. Cokolwiek i jakkolwiek.
Nie wierzę, że tak musi być.

Mam dosyć tego, że niczego jeszcze nie dostałam od tego życia. Poza frustracją i bólem. Poza zadanymi mi ranami, ciosami wymierzanymi w plecy.
Odbiera mi wszystko co najdroższe.
Pozostaje tylko czekać…
Ale nie potrafię czekać na nieuniknione. Nie potrafię.

Nie chcę, nie pozwalam.

Ale nie pierwszy i nie ostatni raz moje prośby życie ma w dupie.
Nie-na-wi-dzę te-go ży-cia!
Mam go dosyć. Dosyć łez, dosyć cierpień, dość pożegnań.
Rok po roku.

I tak rzeczywiście jest. Przynajmniej dla mnie.

Trzeba wykorzystywać szansy, jakie daje nam los. W tym wypadku był to pusty wagon tramwajowy. Można zapytać jak wiele rzeczy da się w nim zrobić – otóż wiele. Ot choćby uwiesić się na rurkach wiszących pod sufitem.

A ja. Jestem spokojna. Już. Dał mi raz szkołę i daje drugi raz. Śmieszny jest. Ale ja umiem żyć bez niego. Umiem wytrzymywać i nie omieszkam zachować się tak samo. Szkoda tylko jej. A może mnie jest szkoda. Kto to wie?
Jedyne czego jestem pewna, to tego, że to był dobry czas i dobry człowiek dla mnie.


  • RSS