idę sama ulicą na której nikt nie jest sam

i nie wiem już czy myślę o czymkolwiek
wiem tylko, że jestem pusta
zupełnie pusta w środku
blaza
wszystko jest mi obojętne
nie czuję
nie obchodzi mnie
jest mi wszystko jedno

i już nie będę się więcej martwić, bo w końcu to niepotrzebne
wszystko co robię jest niepotrzebne
tak bardzo niepotrzebne
to wszystko jest, i mi było
tak, było bo nic nie ma i nie przypuszczam żeby miało być

„bycie” w ogóle mnie jakoś omija chyba
myślę, że najwyższy czas na zmiany
na końce ostateczne
nie będę myśleć więcej, nie będę też mówić
postaram się nie marzyć, nie zakładać
zajmuję się sobą bez wiary w żadne my
znowu mówię to samo, ale postawiłam sprawy na strzu noża
i chyba czas dotrzymać obietnice, chociaż te, które dałam sama sobie

spotkałam dzisiaj W. tak bardzo o Nim myślałam, że chyba ściągnęłam go
bardzo potrzebne było mi to przypadkowe spotkanie
tak bardzo tęskniłam za jego spokojem i pogodą ducha, za nim
chociaż potem chciało mi się płakać

bo wszystko układa się w całość, rozbite szkło, rozbite lustra
rok temu pierwszy raz straciłam oddech, dziś snowu potrzebuję powietrza
tak bardzo potrzebuję

muszę wyjechać, chciałabym na długo
może na zawsze
ale wyjechać, uciec stąd
już nie mogę, nie potrafię tu być